SZCZECIŃSKIE
LEGENDY

Miejsce: Gimnazjum Mariackie, ul. Henryka Pobożnego 2

O klątwie żebraka

   Dziad Sobótko, zwany „księciem żebraków”, od lat był

legendą ulic szczecińskich. Miły i kulturalny, niczym

wielmożny pan, pełen dystynkcji i manier, żartobliwy i

mądry, a jednak największy spośród żebraków Szczecina,

bez własnego dachu nad głową. To właśnie on, gdy tylko

nadchodziły letnie dni, by umilić szczecinianom i gościom

pobyt w książęcej stolicy, robił na placach Szczecina wraz z

innymi jałmużnikami teatralne komedie, które rozweselały

przechodniów - a to o skąpym burmistrzu miasta, a to o leniwej księżniczce, a to o chytrym królu, czym jednak sympatii u szczecińskich władz nie zyskał.

   I zdarzyło się razu pewnego, że w Szczecinie ogłoszono

wielkie sprzątanie miasta, bo niebawem miał się odbyć ślub

nie byle kogo - księżniczki Ludgardy i Przemysła, przyszłego

króla Polski. Więc, by możni goście, władcy ze swoimi

dworami, książęta, baronowie, hrabiowie i szlachta, wszyscy

przybywający do Szczecina z najdalszych zakątków Europy

poczuli się dobrze, rajcy miejscy postanowili, aby każdego

żebraka przepędzić ze Szczecina na cztery wiatry.

   Rozgniewany Sobótko postanowił jednak wrócić do miasta

i na własne oczy zobaczyć ślub tak zacnej i sławnej pary.

Nim jednak dotarł do Kościoła Mariackiego z najwyższą

wieżą w mieście liczącą ponad 100 metrów wysokości,

ozdobioną koroną, orłem i inicjałami, książęca straż poturbowała żebraka oraz wtrąciła go do lochu zamkowego.

   Mijały dni, tygodnie oraz miesiące, ślub z niemalże królewską oprawą był już dawno wspomnieniem wśród szczecinian, aż ktoś z rajców miejskich przypomniał sobie, że przecież czas uwolnić Sobótkę, bo niewinnie zamknięto go w więzieniu.

    - No, książę żebraków, jesteście wolni… Na przyszłość nie

      chodźcie tam, gdzie was nie zaproszono… - pokpiwał

      sobie książę szczeciński, gdy uwalniano żebraka z

      lochu.

   - Książę, liczyłem każdy dzień mojej niesprawiedliwej

     katorgi, a było ich równo 516… Dlatego rzucam na ciebie i

     twój ród klątwę… - zaczął żebrak, a książę tylko

     uśmiechał się drwiąco - …Nie śmiej się, mój książę,

     krewniaczka twoja, Ludgarda, co to przywitać ją mi

     zabroniłeś, śmierć okrutną z rąk swego męża weźmie, a

     mąż jej, gdy już królem będzie, śmierć srogą z rąk wrogów

    otrzyma… A i ty, oraz przodkowie i potomkowie twoi,

    kości wasze tułać się będą po całym Szczecinie, aż spokoju

    nigdzie nie dostąpią… I sam Kościół Mariacki, że mnie do

    niego nie wpuszczono, za tyle lat ile dni mnie niesłusznie

   więziono, za tyle czasu uderzy w niego piorun i spłonie na

   wieki, nie odbudowany nigdy… A w miejscu, gdzie był,

   stanie szkoła, i jeśli młodzieży w niej uczyć szacunku do

  drugiego człowieka nie będą, jak pomagać biednym, słabym

   i schorowanym, wtedy w to samo miejsce, za kolejne 516

  lat uderzy piorun po raz drugi, a wtedy całe miasto

  znajdzie się na dnie Bałtyku i już więcej świat o nim nie

  usłyszy…

   Gdy żebrak kończył te słowa, rechotał ze śmiechu książę

wraz z wszystkimi rycerzami i dwórkami.

   W niedługim czasie Sobótko opuścił na zawsze Szczecin, a

sam książę wpadł w wielki strach, bo niebawem, jak wieść

powszechna niosła, Ludgardę zabito za bezpłodność i pochowano w katedrze gnieźnieńskiej, a Przemysł, mimo

koronowania na króla Polski, wkrótce stracił życie w zamachu.

    I przez kolejne pokolenia w rodzie książęcym działy się

rzeczy niewytłumaczalne. Kości książęce zaczęły tułać się po

Szczecinie, jak przepowiedział żebrak - i tak, oprócz Barnima

I pochowani zostali Matylda – żona Bogusława IV, Beatrycze

– żona Barnima I, Matylda – kolejna żona Barnima I, Elżbieta

– żona Ottona I oraz on sam, wielki książę szczeciński. A gdy

w XVI wieku z polecenia księcia Jana Fryderyka został

rozebrany kościół św. Ottona, wszystkie szczątki książąt

przeniesiono do Kościoła Mariackiego, i jeszcze w tym

samym stuleciu przeniesiono sarkofagi do kaplicy na zamku.

Ale najgorsza rzecz wydarzyła się w Szczecinie w 1789 roku.

Najwspanialszy, najokazalszy kościół w Szczecinie, duma

północy, spłonął od uderzenia… pioruna, równo 516 lat

licząc od szczecińskiego ślubu Ludgardy i Przemysława. Kościoła Mariackiego już nigdy nie odbudowano. W tym

samym miejscu wzniesiono Gimnazjum Mariackie, w

którym obecnie mieści się liceum.

   I uczą tam pilnie młodzież szczecińską tolerancji wobec

innych, aby już więcej w Szczecin nie uderzył niszczący piorun, i aby całe miasto nie znalazło się nigdy pod wodą.

Wysłuchaj tę legendy..