SZCZECIŃSKIE
LEGENDY

Miejsce: Muzeum Narodowe w Szczecinie, ul. Staromłyńska 27

O magicznej piszczałce

   Działo się w czasach, gdy księciem pomorskim był

Racibor I, postrach całej Skandynawii, o którego męstwie i

odwadze skaldowie, poeci i pieśniarze północy, śpiewali

drápa, czyli pieśni opiewające władców i bitwy, od Danii,

przez Szwecję aż po krańce Norwegii.

   Jednak mało kto wiedział o pewnym sekrecie, którego na

szczęście długo nie poznali potomkowie walecznych

wikingów z północy, bo wtedy los im byłby przychylny. A

było to tak:

Siostrzeńcem książęcym był Dunimysł, młodzieniec

niespokojny duchem i temperamentem, którego jednak nikt

nie szanował, bo chłopiec był niskiej postury, chudzielina

jedna, co ledwie odrastał od ziemi. Jak taki malec miałby

zostać rycerzem? Może właśnie dlatego Dunimysł często

wymykał się ze Szczecina na nadmorskie plaże, bo w mieście

wciąż słyszał rozlegający się za jego plecami śmiech

przechodniów. I pewnego dnia wydarzyło się coś, co

odmieniło życie chłopca oraz całego księstwa. Na jednej z

plaż chłopiec znalazł wyrzuconą przez morze kość, lśniącą w

słońcu niczym wypolerowane złoto, jednak tak twardą, że

żaden miecz ani topór nie mogły jej przeciąć na pół. Zabrał

więc chłopiec znalezisko do zamku szczecińskiego, i nawet

nadworny alchemik książęcy nie wiedział, jakiego

stworzenia to był fragment ciała. Jeszcze tej samej nocy

chłopcu przyśnił się dziwny sen, w którym Dunimysłowi

ukazał się duch króla bałtyckich przestworzy, sam gryf:

    - Jestem gryfem, którego kość znalazłeś… - zaczął stwór -

   …ona wieki czekała właśnie na ciebie, bo, zapamiętaj to na

     resztę życia: nie wielkość ciała świadczy o odwadze, ale

    wielkość charakteru, możesz być mizerny, nawet maleńki

   dla innych, ale jeśli twój duch będzie wielki, nawet ja mu

   służyć będę… A teraz zrobisz według polecenia mojego:

   wszystkim rycerzom w księstwie daj zadanie - niech

   znajdzie się śmiałek, który za cenę sakwy złota tę kość moją

   przepiłuje z przodu i z tyłu i siedem dziur w niej

   wywierci, aby dźwięk wydać mogła…

    Obudził się dnia następnego Dunimysł i zrobił, jak mu

polecił we śnie gryf, lecz w całym księstwie nie znalazł się

choćby jeden rycerz, którego miecz byłby tak ostry, aby

przepiłować kość, choć wielu, przez wiele godzin na

dziedzińcu zamkowym próbowało.

   Kolejnej nocy we śnie chłopcu znów ukazał się duch gry-

fa, mówiąc:

    - A widzisz, najwięksi spośród wielkich tego księstwa,

     najmocniejsi, najsilniejsi rycerze, przepiłować kości nie

     mogli i nie znalazł się nikt, kto by z niej piszczałkę mógł

     zrobić… A teraz zrobisz według polecenia mojego: zatem

     ty jeden, przed wszystkimi rycerzami, weźmiesz kość i

     zwykłym nożykiem przepiłujesz przód i tył, i tym samym

    nożykiem nawiercisz siedem dziurek, a na końcu zadmiesz

    z całych sił w piszczałkę, a odtąd duch mój stać przy tobie i

    strzec cię będzie do ostatnich twych dni…

  Obudził się dnia następnego Dunimysł i zrobił, jak mu

polecił we śnie gryf. A zdziwienia i zachwytów wśród

szczecinian nikt już nie krył, i nikt też nie śmiał odtąd

wyszydzać chłopca.

   I zdarzyło się, że władca Racibor stracił cierpliwość, bo

księstwo jego nieustannie najeżdżali z północy Duńczycy,

Szwedzi lub Norwegowie, więc zarządził książę wielką

wyprawę na północ, aż na 780. okrętów, jak śpiewał niegdyś

skald nad skaldami Snorri Sturluson, a w każdym książęcym

okręcie było po 44 rycerzy, co razem dawało 34320

zbrojnych.

   Racibor pozwolił, aby w pierwszej łodzi razem z nim

płynął jego siostrzeniec Dunimysł. I gdy wydawało się, że

zwycięstwo nad Norwegami jest bliskie, nagle gęsta mgła

opadła w fiordzie Götalev, więc zarządził postój floty

Racibor, by okręty nie rozbiły się o skały. Jednak w tej samej

chwili zaczęły uderzać w armię Racibora strzały, oszczepy i

kamienie, miotane ze skalnych nabrzeży przez wroga. I w

tym momencie książę zrozumiał, że już ratunku na ocalenie

nie ma, bo w gęstej mgle nie wyprowadzi bezpiecznie całej

floty z pułapki.

   Szczęśliwie Dunimysł przypomniał sobie, że gryf

pomorski obiecał mu opiekę, więc zadął z całych sił w

piszczałkę, aż tu nagle we mgle usłyszano ryk gryfa.

Dunimysł krzyknął do kapitanów floty: Za głosem gryfa, on

wyprowadzi nas bezpiecznie z mgły!

   I rzeczywiście, niebawem wszystkie okręty wpłynęły bez

uszczerbku choćby jednego okrętu w nurt rzeki Göty, skąd,

gdy już mgła opadła, ujrzano potężne, warowne miasto

Kungahälla, nazywane niegdyś najbogatszą perłą Skandynawii.

Bitwa o całą Konungahelę trwała dosłownie chwilę,

nikt z obrońców nie spodziewał się tak wielkiej armii. A gdy

Pomorzanie wracali z wielkimi łupami, w drodze powrotnej

ponownie pojawiła się gęsta mgła utrudniająca nawigację. I

tym razem Dunimysł użył gryfowej piszczałki.

   Gdy okręty dopłynęły do Szczecina, świętowania nie było

końca. Przez cały tydzień tańczono i bawiono się przy

dźwiękach muzyki i pieczonym mięsiwie. Aż po wielu

dniach biesiady sam Racibor zdecydował, iż to właśnie

Dunimysł zostanie komesem grodu szczecińskiego, jako

najwyższy zarządca zamku i okolicznych włości.

   I po dziś dzień śpiewają jeszcze skaldowie w całej

Skandynawii o bohaterskich rycerzach, jak choćby w pieśni

zaczynającej się od słów: Król Racibor i jego zwycięskie wojska ustąpiły i powróciły do Slavii, a wielka liczba ludu, który wzięty był w Kungahelli, potem długo żył u Słowian w niewoli. Wielki port Kungahälla nigdy nie wrócił do tego samego stanu co przedtem…

   Co stało się później z gryfową piszczałką? Nikt nie wie.

Ponoć Dunimysł ukrył ją gdzieś w lochach zamkowych lub

miejskich. Ostatnio nawet fragment takiej piszczałki z kości

znaleziono w Szczecinie, lecz nie odważono się jeszcze w nią

zadąć, by nie obudzić ducha niespokojnego gryfa.

Włącz tę legendę..