Pewnego razu zamożny i szanowany szczeciński kupiec
imieniem Dobromir podarował księciu, który rezydował w
zamku, małpkę przywiezioną z Kairu. Stworzonko było
urocze - potrafiło tańczyć do muzyki, wyklaskiwać rytm, a
nawet, gdy dostało jakiś słodki smakołyk, małpka potrafiła
zanucić kilka dźwięków, czym wprawiała w rozbawienie
cały dwór.
I zdarzyło się w księstwie szczecińskim wielkie nieszczęście. Susze sprawiły nieurodzaj, lud zaczął cierpieć biedę i głód. Rozdał więc dobry książę część swych osobistych kosztowności, aby ludziom żyło się lżej.
Jednak po pewnym czasie skarbiec zaczął świecić pustkami.
- Książę, panie umiłowany - rzekł zatroskany skarbnik
zamku szczecińskiego - za ostatnie złoto, które
mieliśmy, kupiliśmy ziarno i rozdaliśmy je wśród ludu
twego… W skarbcu została tylko cisza i jeden pająk…
- Niedobrze, bardzo niedobrze… znowu będę musiał się
zapożyczyć u szczecińskich kupców… - westchnął pan
Szczecina i pogłaskał małpkę, która wpatrywała się w
smutną twarz księcia.
Minęły trzy dni.
- Książę, książę… - krzyczał dobiegając do zamkowej
sali tronowej skarbnik - ...cud jakiś nas spotkał!
- O czym ty mówisz? - spytał zniecierpliwiony książę.
- Dobyłem przed chwilą klucz, otworzyłem skarbiec
książęcy, aby schować w nim kilka monet za podatki od
rybaków, a tu… Rzecz nieziemska! W skaaaarbcu są… -
niemalże jąkał się skarbnik.
- No mówże skarbniku, bo zaraz stracę cierpliwość! -
krzyknął poirytowany książę.
- W skarbcu panie są… diamenty, złote pierścienie,
szczerozłote kolie, łańcuchy, srebrne naczynia… Nie
potrafię tego wytłumaczyć… - uspokajał się skarbnik -
Nie wiem, jak to mogło się stać. Przecież klucz do skarbca
mam ja jeden. Nikt żelaznych drzwi bez mojej zgody
otworzyć nie może, a w skarbcu tylko małe okienko, przez
które nawet mysz, a co dopiero człowiek, się nie
prześlizgnie… Panie, twoje modły musiały zostać
wysłuchane…
Ucieszył się wielce książę i część złota oraz kosztowności
kazał uczciwie rozdzielić wśród szczecinian i książęcego
ludu, aby zażegnać kryzys i aby każdy obdarowany mógł
kupić tyle jadła dla siebie i swojej rodziny, ile jest wstanie
zjeść.
Mijały dni, a w skarbcu zamiast ubywać, wciąż przybywało
złotych pierścieni, wisiorków, kolczyków, nawet
ozdobnych sztyletów wysadzanych brylantami lub agatami.
- Panie, czy pozwolisz mi sprawdzić to dziwne zjawisko? -
spytał skarbnik.
- Dobrze, ale czyń wszystko, aby nikomu nie stała się
krzywda. - odrzekł radośnie książę.
Jeszcze tej samej nocy skarbnik kazał przed drzwiami
skarbca postawić straże zamkowe, a sam dopilnował, by
zamknąć na klucz ciężkie wrota, po czym wrócił następnego
dnia.
- Panie mój… - zaczął skarbnik relacjonować
wydarzenia ubiegłej nocy księciu - …drzwi były
zamknięte, a mimo to, znowu w skarbcu przybyło
kosztowności!
Następnego dnia skarbnik, prócz straży zamkowej, kazał
jeszcze postawić przed skarbcem dwóch zbrojnych rycerzy,
lecz i ci nad ranem zawiedli.
- Panie mój… - zaczął znowu relacjonować skarbnik -
…postawiliśmy straże zamkowe w gotowości i nawet
zbrojnych rycerzy, lecz i tym razem cud się powtórzył, bo
w skarbcu znowu przybyło kosztowności, choć nikt
ciężkich wrót do skarbca nie otwierał, bo klucz cały czas
był przy mnie.
Trzeciego dnia sam skarbnik przez całą noc wraz ze
strażą i rycerzami ani na moment nie zmrużyli oka, lecz i
tym razem cud się powtórzył, nad ranem w skarbcu znowu
było pełno nowych kosztowności.
- Skarbniku… - zaczął książę pan - …teraz zrobimy
według mojej woli. Na noc zamkniecie mnie w skarbcu, a
sami pilnować będziecie skarbów za zamkniętymi wrotami.
Jeśli to naprawdę cud i jakieś anioły złoto nam do
Szczecina przynoszą, muszę im sam osobiście
podziękować!
I stało się, jak rzekł książę. Jeszcze tej samej nocy księcia
zamknięto w skarbcu na najwyższej zamkowej wieży, na
klucz zawarto ciężkie wrota, a skarbnik czekał po drugiej
stronie żelaznych drzwi.
Mijały godziny, książę zrobił się senny. Aż tu nagle, po
północy, książę usłyszał delikatne szmery za niewielkim
okienkiem. Po chwili maleńka rączka uchyliła okienko, a
księciu ukazała się postać małpki niosącej kosztowności.
Roześmiał się głośno książę i kazał natychmiast otworzyć
wrota skarbca.
Okazało się, że zwinna małpka, wyszkolona jeszcze w
Kairze, potrafiła swemu panu przynosić wszelkie kosztowności. Niestety, były to rzeczy skradzione. Rozpytał więc książę, komu w jego księstwie zginęły ostatnio złote i srebrne precjoza. Natychmiast na zamek szczeciński udali się kupcy duńscy, którzy w Szczecinie mieli swoje kramy, że im cenne przedmioty w dziwnych okolicznościach poznikały. Odtąd książę wszystkich kupców zabezpieczył przywilejem, aby im krzywdy na lądzie ani morzu nikt nie czynił, a tym bardziej jakichkolwiek sprzętów zabierał. Niebawem książę wyprawił na zamku wielką ucztę dla wszystkich kupców, a sprytną małpkę trzymano odtąd wyłącznie na złotym łańcuszku, aby samowolnie nie opuszczała zamku.
Po latach opowieść o szczecińskiej małpce stała się tak
głośna, że na pamiątkę tamtych wydarzeń zaczęli nawet
niektórzy mieszczanie przyozdabiać w Szczecinie swoje
kamienice motywem małpki. I po dziś dzień na niejednej
fasadzie zauważyć można wesołą małpkę czyniącą figle ku
uciesze ludzi. Ponoć, wystarczy tylko na taką rzeźbioną
małpkę spojrzeć i klepnąć się w lewe ramię, a wkrótce w
niewytłumaczalnych okolicznościach można odnaleźć w
swoim domu złote pierścionki lub inne kosztowności.
Mówią, że wciąż czyni te figle duch małpki widziany czasem
na zamkowej wieży.