SZCZECIŃSKIE
LEGENDY

Miejsce: Zamek Książąt Pomorskich (ul. Korsarzy 34)

O książęcej małpce

   Pewnego razu zamożny i szanowany szczeciński kupiec

imieniem Dobromir podarował księciu, który rezydował w

zamku, małpkę przywiezioną z Kairu. Stworzonko było

urocze - potrafiło tańczyć do muzyki, wyklaskiwać rytm, a

nawet, gdy dostało jakiś słodki smakołyk, małpka potrafiła

zanucić kilka dźwięków, czym wprawiała w rozbawienie

cały dwór.

   I zdarzyło się w księstwie szczecińskim wielkie nieszczęście. Susze sprawiły nieurodzaj, lud zaczął cierpieć biedę i głód. Rozdał więc dobry książę część swych osobistych kosztowności, aby ludziom żyło się lżej.

   Jednak po pewnym czasie skarbiec zaczął świecić pustkami.

    - Książę, panie umiłowany - rzekł zatroskany skarbnik

     zamku szczecińskiego - za ostatnie złoto, które

     mieliśmy, kupiliśmy ziarno i rozdaliśmy je wśród ludu

     twego… W skarbcu została tylko cisza i jeden pająk…

   - Niedobrze, bardzo niedobrze… znowu będę musiał się

    zapożyczyć u szczecińskich kupców… - westchnął pan

    Szczecina i pogłaskał małpkę, która wpatrywała się w

    smutną twarz księcia.

Minęły trzy dni.

    - Książę, książę… - krzyczał dobiegając do zamkowej

      sali tronowej skarbnik - ...cud jakiś nas spotkał!

    - O czym ty mówisz? - spytał zniecierpliwiony książę.

    - Dobyłem przed chwilą klucz, otworzyłem skarbiec

    książęcy, aby schować w nim kilka monet za podatki od

    rybaków, a tu… Rzecz nieziemska! W skaaaarbcu są… -

    niemalże jąkał się skarbnik.

 - No mówże skarbniku, bo zaraz stracę cierpliwość! -

   krzyknął poirytowany książę.

- W skarbcu panie są… diamenty, złote pierścienie,

  szczerozłote kolie, łańcuchy, srebrne naczynia… Nie

  potrafię tego wytłumaczyć… - uspokajał się skarbnik -

  Nie wiem, jak to mogło się stać. Przecież klucz do skarbca

  mam ja jeden. Nikt żelaznych drzwi bez mojej zgody

  otworzyć nie może, a w skarbcu tylko małe okienko, przez

  które nawet mysz, a co dopiero człowiek, się nie

  prześlizgnie… Panie, twoje modły musiały zostać

  wysłuchane…

 Ucieszył się wielce książę i część złota oraz kosztowności

kazał uczciwie rozdzielić wśród szczecinian i książęcego

ludu, aby zażegnać kryzys i aby każdy obdarowany mógł

kupić tyle jadła dla siebie i swojej rodziny, ile jest wstanie

zjeść.

   Mijały dni, a w skarbcu zamiast ubywać, wciąż przybywało

złotych pierścieni, wisiorków, kolczyków, nawet

ozdobnych sztyletów wysadzanych brylantami lub agatami.

    - Panie, czy pozwolisz mi sprawdzić to dziwne zjawisko? -

     spytał skarbnik.

- Dobrze, ale czyń wszystko, aby nikomu nie stała się

krzywda. - odrzekł radośnie książę.

Jeszcze tej samej nocy skarbnik kazał przed drzwiami

skarbca postawić straże zamkowe, a sam dopilnował, by

zamknąć na klucz ciężkie wrota, po czym wrócił następnego

dnia.

- Panie mój… - zaczął skarbnik relacjonować

wydarzenia ubiegłej nocy księciu - …drzwi były

zamknięte, a mimo to, znowu w skarbcu przybyło

kosztowności!

   Następnego dnia skarbnik, prócz straży zamkowej, kazał

jeszcze postawić przed skarbcem dwóch zbrojnych rycerzy,

lecz i ci nad ranem zawiedli.

    - Panie mój… - zaczął znowu relacjonować skarbnik -

    …postawiliśmy straże zamkowe w gotowości i nawet

    zbrojnych rycerzy, lecz i tym razem cud się powtórzył, bo

    w skarbcu znowu przybyło kosztowności, choć nikt

    ciężkich wrót do skarbca nie otwierał, bo klucz cały czas

    był przy mnie.

   Trzeciego dnia sam skarbnik przez całą noc wraz ze

strażą i rycerzami ani na moment nie zmrużyli oka, lecz i

tym razem cud się powtórzył, nad ranem w skarbcu znowu

było pełno nowych kosztowności.

    - Skarbniku… - zaczął książę pan - …teraz zrobimy

    według mojej woli. Na noc zamkniecie mnie w skarbcu, a

   sami pilnować będziecie skarbów za zamkniętymi wrotami.

    Jeśli to naprawdę cud i jakieś anioły złoto nam do

   Szczecina przynoszą, muszę im sam osobiście

   podziękować!

  I stało się, jak rzekł książę. Jeszcze tej samej nocy księcia

zamknięto w skarbcu na najwyższej zamkowej wieży, na

klucz zawarto ciężkie wrota, a skarbnik czekał po drugiej

stronie żelaznych drzwi.

  Mijały godziny, książę zrobił się senny. Aż tu nagle, po

północy, książę usłyszał delikatne szmery za niewielkim

okienkiem. Po chwili maleńka rączka uchyliła okienko, a

księciu ukazała się postać małpki niosącej kosztowności.

Roześmiał się głośno książę i kazał natychmiast otworzyć

wrota skarbca.

  Okazało się, że zwinna małpka, wyszkolona jeszcze w

Kairze, potrafiła swemu panu przynosić wszelkie kosztowności. Niestety, były to rzeczy skradzione. Rozpytał więc książę, komu w jego księstwie zginęły ostatnio złote i srebrne precjoza. Natychmiast na zamek szczeciński udali się kupcy duńscy, którzy w Szczecinie mieli swoje kramy, że im cenne przedmioty w dziwnych okolicznościach poznikały. Odtąd książę wszystkich kupców zabezpieczył przywilejem, aby im krzywdy na lądzie ani morzu nikt nie czynił, a tym bardziej jakichkolwiek sprzętów zabierał. Niebawem książę wyprawił na zamku wielką ucztę dla wszystkich kupców, a sprytną małpkę trzymano odtąd wyłącznie na złotym łańcuszku, aby samowolnie nie opuszczała zamku.

   Po latach opowieść o szczecińskiej małpce stała się tak

głośna, że na pamiątkę tamtych wydarzeń zaczęli nawet

niektórzy mieszczanie przyozdabiać w Szczecinie swoje

kamienice motywem małpki. I po dziś dzień na niejednej

fasadzie zauważyć można wesołą małpkę czyniącą figle ku

uciesze ludzi. Ponoć, wystarczy tylko na taką rzeźbioną

małpkę spojrzeć i klepnąć się w lewe ramię, a wkrótce w

niewytłumaczalnych okolicznościach można odnaleźć w

swoim domu złote pierścionki lub inne kosztowności.

Mówią, że wciąż czyni te figle duch małpki widziany czasem

na zamkowej wieży.


Włącz tę legendę..